Bez kategorii

JAK DZIAŁA KARMA?

 

Można łatwo zauważyć, że jako ludzie mamy spory problem z braniem na siebie odpowiedzialności. Nie tylko za innych, ale nawet za siebie i swoje życie.
Niechętnie przyznajemy się do winy (gdy już zdarzy się nam coś “przeskrobać”), ale również niechętnie bierzemy na siebie odpowiedzialność za to, do jakiego punktu doprowadziliśmy swoje życie.
Jak do tego doszło, że tak przytyłam?
Jak do tego doszło, że od 15 lat tkwię w nieudanym małżeństwie?
Jak doszło do tego, że nie mam żadnych oszczędności?

Z lubością potrafimy wskazywać palcem, kto jest winny naszej (niekomfortowej) sytuacji. Tak się jakoś zazwyczaj składa, że lista winnych jest długa.
Mąż beznadziejny. Bo gdyby był inny, to by było inaczej. 😉
Żona zrzęda. Dzieci nie takie, jak miały być. Szef wredny. Matka toksyczna. Przyjaciółka zołza.
Na domiar złego pies zrobił kupę na środku pokoju, a kot nasikał obok.
Gdyby tylko oni wszyscy byli inni, to ja wreszcie mógłbym być szczęśliwy.

I jakoś nikomu nie przychodzi wtedy do głowy, że prawo przyciągania nie jest teorią. Nasz mąż / żona czy nawet pies; szef, praca, kraj i przyjaciele (lub ich brak) to nic innego jak odbicie tego, co jest w nas samych. To, jak wygląda obecnie nasze życie, to nie dzieło przypadku, a … nasze własne dzieło. Jako, że nie tworzyliśmy tego “obrazka” przez jedną noc, a zazwyczaj były to długie lata, to nie zauważyliśmy, że to nasz owoc.

Nosimy w sobie wzorce, (często błędne) przekonania, programy, a do tego wszystkiego… cały czas przyciągamy. Cały czas.
Wibrujemy. Emanujemy energią…

Jaką mamy energię, takie doświadczenia do nas przychodzą.

Nasze myśli, emocje i zachowania. Nasze działania.
Te dobre i te złe.
Dobre to te, które pochodzą z miłości, złe to te które pochodzą od strachu.

A wszystko to składa się na temat dzisiejszego artykułu, czyli… tak właśnie powstaje karma.

 

Karma nie jest jednowymiarowa.
Niekiedy zbierana jest przez wiele wcieleń. Np. teraz (w tym wcieleniu) będzie trzeba wyrównać energię z innego wcielenia (w tym celu odbędzie się spotkanie z tą samą duszą).
Niekiedy karma bywa natychmiastowa. Między innymi w przypadku takich dusz, które kończą swoją przygodę z planetą Ziemia i chcą mieć “czysty rachunek”. Będą więc doświadczać karmy natychmiastowej – przyczyna i natychmiastowy skutek.
Niekiedy pochodzi z tego życia i w tym życiu będzie wyrównana (np. przyczyna miała miejsce w roku 2005, a skutek pojawi się w 2032).

 

Czy karma to kara?

To jeden z największych mitów odnośnie karmy – wielkie i na dodatek błędne uproszczenie.
Obiektywnie rzecz ujmując karma nie jest karą, a wyrównaniem energii.
Jeżeli działałbyś głównie z poziomu miłości (teraz i w poprzednich wcieleniach – co jest praktycznie niemożliwe), a Twoja dusza nie miałaby w planach się rozwijać (co również jest niemożliwe) to hipotetycznie, wówczas Twoją karmą byłyby dosięgające Cię z każdej strony: szczęście, radość i przemiłe niespodzianki od losu. Trudno byłoby to nazwać karą.

Dlatego własnie karma nią nie jest. 

Innym z mitów jest przekonanie, że jeżeli nasze życie nie należy do najłatwiejszych, to znaczy, że w poprzednich wcieleniach musieliśmy sobie nieźle “nagrabić”… Karma wróciła! Niekoniecznie.
Podam najprostszy przykład jaki przyszedł mi w tym momencie do głowy.
Nauczyciele duchowi.
Wszyscy jak jeden mąż nie mieli w życiu łatwo. Nie mogli mieć łatwo, ponieważ osoba, która rodzi się we wspaniałej rodzinie, opływa w dobrobycie i od zawsze była szczęśliwa – nie ma potrzeby niczego zmieniać. Wszystko jest super, nie ma potrzeby zmian, a więc nie ma motywacji do poszukiwań.
A te poszukiwania są koniecznością, aby móc później pomóc innym.
Jeżeli dusza wybrała rolę nauczyciela w tym wcieleniu, w większości swoją drogę zacznie od takich doświadczeń, aby wymusiły one na niej pytania, bunt, działanie.
Zwróćmy uwagę na to, że rozwojem duchowym nie zajmują się ludzie szczęśliwi. Nie chcę przez to powiedzieć, że wszyscy tu zebrani jesteśmy nieszczęśliwi. 😉 Mam na myśli to, że każdy kto zaczyna poszukiwać, robi tak nie dlatego, że jest mu w życiu tak wspaniale, a wręcz przeciwnie – szuka, bo chce coś zmienić. Bo to jak jest teraz, nie jest tym, czego chce.
Reasumując – dla nauczyciela duchowego przynajmniej pierwsza część życia nie będzie usłana różami. I powodem nie będzie (negatywna) karma, tylko plan duszy, jaki zdecydowała się ona realizować. Ponadto stare dusze często wybierają trudne doświadczenia – po to, aby wykonać konkretne zadania potrzebne im do odpowiedniego wzrostu.

 

Karma to przyczyna i skutek. Jeżeli zachowujesz się w określony sposób, możesz oczekiwać określonego efektu.
Bardzo dobrym porównaniem jest sianie roślin. Jeżeli siejemy nasiona marchewki, to chyba nie spodziewamy się, że wyrośnie nam z nich kapusta, prawda?

To dlaczego, jeśli chodzimy przez większość dnia wściekli, przeklinamy wszystkich wokół, jesteśmy niedobrzy dla siebie samych ale też dla innych, nie jesteśmy pomocni, nic nie dajemy światu od siebie – jednocześnie oczekujemy, że świat obdaruje nas pięknem, szczęściem, zdrowiem i pomyślnością…
Tu chyba gdzieś zabrakło logiki, prawda?
Sądzę, że brakuje jej wielu osobom.

Pamiętajmy, naprawdę pamiętajmy – to co myślimy, to co mówimy i to co robimy – ma znaczenie.
Krytykujesz, obwiniasz, oceniasz, obgadujesz – niby nic…
Ale to jak się zachowasz dzisiaj, zaowocuje za tydzień, albo za miesiąc. I wtedy znów wyciągniesz palec i za swoją sytuację obwinisz wszystkich ze swojej stałej listy. Z listy, na której tak naprawdę powinno znaleźć się tylko jedno nazwisko – Twoje.


Ludzie boją się karmy, bo boją się odpowiedzialności za swoje czyny.
Na co dzień chodzimy w poczuciu bezkarności i sądzimy, że jeśli nie zostaniemy na czymś przyłapani, to ujdzie nam na sucho.
Karma mówi wyraźnie o tym, że tak nie jest. Nic nam “na sucho” nie ujdzie.
Prawo karmy wyraźnie pokazuje, że OPŁACA SIĘ być dobrym człowiekiem.
Ale tylko wtedy…. gdy jesteś taki naprawdę… a nie na pokaz. Bo na pokaz się nie liczy. Nie działa. 😉

Kochaj. Miłuj. Wybaczaj.
Ciesz się. Pomagaj. Rób to co sprawia Ci przyjemność. 
Uśmiechaj się do innych.

W ten sposób Twoja karma będzie piękna. 🙂  I nie będzie się czego bać.