(czyli o tym, jak zrujnować sobie życie, próbując wyglądać idealnie na Instagramie i w oczach mamy)
Wyobraź sobie, że jesteś artystą. Trzymasz w dłoni pędzel. Masz płótno, masz farby, masz głowę pełną pomysłów. I wtedy… wchodzi ona. Królowa – Perfekcjonistka.
Wchodzi do Twojej głowy i słyszysz jej głos:
– Jeszcze nie teraz. To nie jest wystarczająco dobre. Nie rób sobie wstydu. Poczekaj. Popraw. Popraw jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze.
Brzmi znajomo?
PERFEKCJONIZM ZABIJA TWÓJ TALENT W BIAŁYCH RĘKAWICZKACH
Nie mylmy pojęć. Perfekcjonizm to nie jest wysoka jakość. To nie jest pasja do detali, to nie jest ambicja, to nie jest dążenie do mistrzostwa. To obsesja, kompulsja, kontrola, paraliż decyzyjny w ładnym opakowaniu z kokardką. To po prostu ładnie ubrana choroba duszy.
Perfekcjonizm niby mówi:
„Zrób to dobrze albo wcale”,
a tak naprawdę krzyczy:
„Nie rób nic, bo i tak się zbłaźnisz!”
I wiesz co? Masz wtedy dwa wyjścia:
Zrobić coś i czuć się niewystarczająco.
Nie robić nic i też czuć się niewystarczająco.
Zauważ, że to pułapka.
PERFEKCJONIZM TO SPOSÓB NA UKRYCIE STRACHU
Tak, wiem. Wydaje się, że perfekcjonista to człowiek sukcesu. Schludny, ogarnięty, zawsze przygotowany. Ale prawda jest taka, że perfekcjonista to często przerażone dziecko, które panicznie boi się oceny. Boi się porażki. Boi się rozczarować innych. Boi się… siebie.
Perfekcjonizm to zbroja.
Tylko, że w tej zbroi nie da się oddychać.
To nie jest wyraz siły. To maska założona na wstyd, niską samoocenę, lęk przed porzuceniem. To jakbyś próbował przekonać cały świat, że jesteś bez skazy – bo boisz się, że jeśli pokażesz chociaż jeden błąd, to nikt Cię nie będzie kochał.
No i co? Nadal myślisz, że perfekcjonizm to cnota?
PERFEKCJONIZM ZABIJA KREATYWNOŚĆ I SPONTANICZNOŚĆ
Znasz to uczucie, kiedy siadasz do pisania / malowania / nagrywania i… nic? Bo wszystko, co wymyślasz, jest „za słabe”?
Bo przecież inni robią to lepiej?
Bo „jeszcze nie teraz, muszę się jeszcze przygotować”…
Muszę kupić lepszy mikrofon, zrobić paznokcie, schudnąć i mieć doskonały akcent.
Witamy w klubie perfekcjonistów, gdzie nigdy nie jesteś gotowy, bo w głowie masz obraz idealny, którego nie da się osiągnąć.
Rozumiesz? NIE DA SIĘ.
Perfekcjonizm to sabotażysta twórczości. Zabija flow. Zabija zabawę. Zabija autentyczność.
I wiesz, co zostaje?
Sterylna, poprawna nuda.
Instagramowe życie bez życia.
DUSZA NIE PRZYSZŁA NA ZIEMIĘ, ŻEBY BYĆ DOSKONAŁA
Jeśli jesteś osobą, która interesuje się rozwojem duchowym, to wiesz jedno: tu nie chodzi o doskonałość, tylko o DOŚWIADCZENIE.
Dusza nie przyszła tu, żeby dostać piątkę z plusem i złoty medal.
Przyszła się przewrócić. Pokaleczyć. Popłakać w poduszkę. Popełnić błąd.
Perfekcjonizm mówi: „Nie wolno ci się pomylić”.
Duchowość mówi: „Każdy błąd to lekcja, każdy upadek to droga do wzrostu”.
Większość ludzi sukcesu (jeśli nie wszyscy) mówią zawsze to samo: że to właśnie błędy i porażki nauczyły ich najwięcej i w dużej mierze przyczyniły się do ich triumfu. A jeśli Ty wciąż unikasz możliwości zrobienia błędu… to jak chcesz odnieść jakikolwiek sukces?
Powtórz to sobie:
Nie jestem tu, żeby być idealna. Jestem tu, żeby być prawdziwa.
CO PERFEKCJONIZM ROBI Z CIAŁEM I UMYSŁEM?
Teraz czas na przykrą prawdę:
Perfekcjonizm wykańcza fizycznie i psychicznie.
Nie śpisz, bo nie skończyłaś projektu.
Jesz byle jak, bo „jeszcze tylko jeden poprawiony slajd”.
Ciągle analizujesz, poprawiasz, porównujesz, scrollujesz, kręcisz się w kółko.
To prowadzi do:
wypalenia,
zaburzeń lękowych,
depresji,
kompulsji,
obsesji,
bezsenności,
zaburzeń odżywiania.
I zgadnij cot?
I tak nadal nie czujesz się wystarczająca.
KAŻDA TWOJA POMYŁKA ŚWIADCZY O TYM, ŻE ŻYJESZ.
Wielu perfekcjonistów traktuje błędy jak wyrok śmierci.
Jakby pomyłka świadczyła o tym, że jesteś gorszy, głupi, niewart miłości.
(ciekawe skąd to się mogło wziąć…? 🤔)
Ale prawda jest inna:
Pomyłka świadczy po prostu o tym, że próbujesz. Że żyjesz. Że COŚ ROBISZ.
Chcesz być wolny?
To przestań próbować być nieomylny.
Wolność to wybór: wybieram działanie mimo strachu, mimo niepewności, mimo ryzyka. Mimo, że może się nie udać. Przeżyję.
JESTEŚ WYSTARCZAJĄCY TERAZ. NIE KIEDYŚ.
Najgorsze kłamstwo perfekcjonizmu?
„Będziesz wystarczająca, kiedy…”
Kiedy schudniesz.
Kiedy napiszesz książkę.
Kiedy Twoje konto na Instagramie będzie wyglądać jak z katalogu IKEI.
Gdy mama powie, że jest z Ciebie dumna.
Gdy teściowa w końcu zauważy Twój wysiłek.
STOP.
Jesteś wystarczająca TERAZ.
Nie wtedy, kiedy już „naprawisz siebie”.
Nie wtedy, kiedy wszyscy Cię zaakceptują.
Nie wtedy, kiedy spełnisz checklistę społecznych oczekiwań.
Tylko teraz.
Tu.
Z tymi dziwnymi myślami, niedoskonałą cerą, popełnionymi błędami. Nie ma drugiej takiej samej osoby na świecie jak Ty – i właśnie to jest najfajniejsze. Jesteś oryginałem – a oryginał już jest doskonały.
Więc zasługujesz na miłość, szacunek i uznanie, bo Ty już jesteś doskonała / doskonały.
Na koniec ważna rzecz.
Perfekcjonizm nie jest głosem Twojego serca.
To głos systemu, w którym żyjemy.
Szkoły, w której karze się za błędy i wychodzenie poza schemat.
Rodziny, w której trzeba zasłużyć na miłość.
Społeczeństwa, które uwielbia porównywać.
To nie Twoje myśli.
To cudzy program.
I wiesz, co możesz zrobić?
Odinstalować go.
Zaprogramować się na nowo.
Na autentyczność, odwagę, luz, radość tworzenia.
Dać sobie święte prawo do porażki.
Bo życie to nie konkurs piękności.
To nie Excel.
To nie test do zdania.
To improwizacja.
Nie chodzi o to, żeby zagrać perfekcyjnie – tylko żeby w ogóle grać.
Byłam wczoraj świadkiem rozmowy dwóch chłopaków – chyba grali razem w jakimś przedstawieniu. Jeden z nich mówił do drugiego:
„Polecam ci to miejsce. Przygotują cię tam do egzaminów do szkoły teatralnej. Ale łatwo nie jest. Tam zedrą z ciebie każdą maskę. Wstyd, lęk, udawanie – wszystko wychodzi na światło dzienne. Wychodzisz taki… jaki naprawdę jesteś.”
Może to dobra szkoła także dla perfekcjonistów? 😉