Dzisiejszy artykuł dedykuję wszystkim, którzy potrzebują przeczytać te słowa, a wiem, że tacy są. Będą to raczej moje osobiste przemyślenia niż jakieś szczególne porady czy rozwiązania.
Kiedy 10 lat temu zmarła mama mojej znajomej, byłam mocno osadzona w temacie wędrówki dusz (odsyłam do książki M. Newtona pod tym właśnie tytułem) i bardzo entuzjastycznie nastawiona do reinkarnacji i wszystkiego, co jest z tym związane. Pamiętam, że próbowałam wtedy wyjaśnić tej mojej znajomej, że tak naprawdę nie ma czym się przejmować, że jeszcze spotka się z mamą, że „po drugiej stronie” jest jej lepiej (bo już nie cierpi) i że dusze nie umierają. Jestem o tym przekonana. Jednak koleżanka nie tylko nie podzielała mojego entuzjazmu, ale także odniosłam wrażenie, że była na mnie trochę zła – a ja nie wiedziałam dlaczego.
6 lat później zmarła bliska mi osoba i wtedy zrozumiałam.
Słowa pocieszenia nie przynosiły żadnej ulgi, nie interesowały mnie w tamtym momencie dusze i ich wędrówki, ani nawet to, że teraz już nie cierpiała…
Ja cierpiałam. I tylko na tym byłam w stanie się skupić.
Cała moja duchowa wiedza, w tym ta o życiu po śmierci okazała się dziwnie bezużyteczna w chwili, gdy sama doświadczyłam bolesnej straty.
Od tego czasu nawet nie próbuję nikogo pocieszać, gdy ten straci bliską osobę. Ponieważ wiem już, że żadne słowa ani teorie nie pomogą w takiej sytuacji, bo … wtedy nie chodzi o tego kto odszedł, tylko o tego kto został.
I ten kto został musi poradzić sobie z bólem, stratą, nieobecnością i samotnością. Musi odnaleźć się w nowej sytuacji, patrzeć na krzesło, które jest uporczywie puste i musi dalej żyć – teraz już ze świadomością, że ta osoba nigdy więcej nie zadzwoni.
Więc teraz nie mam już odwagi powiedzieć komuś „Będzie dobrze” – nawet jeśli wiem, że kiedyś będzie.
Myślę, że jedyne co można zrobić, aby pomóc komuś, kto stracił przyjaciela, to po prostu być wtedy obok niego i trzymać go za rękę, jeśli jest taka potrzeba. I jeśli Ty dzisiaj potrzebujesz takiego wsparcia, to ten artykuł jest dla Ciebie – jest moim trzymaniem Cię za rękę. Jestem tu naprawdę dla Ciebie.
A o czym będę pisać i jak zamierzam Ci pomóc?
Po pierwsze chcę, żebyś wiedział(a), że rozumiem co czujesz. Czasami ta świadomość – że ktoś Cię rozumie – trochę pomaga.
Po drugie, przedstawię wszystkie etapy żałoby od strony psychologicznej – warto wiedzieć jak to wygląda, bo gdy wiemy co się z nami dzieje, łatwiej sobie z tym poradzić. Napiszę także wszystko co wiem i w co wierzę – przy czym nie są to po prostu moje wierzenia, a raczej oparte na osobistych badaniach przekonania, które być może złagodzą nieco Twój ból. Nie musisz wierzyć w to co ja, ale może dziś ta wiedza pozwoli Ci lepiej spać.
A na końcu podzielę się z Twoim moim własnym doświadczeniem, które z kolei może dać Ci pewnego rodzaju nadzieję – co w przypadku śmierci bliskiej osoby również może złagodzić ból.
W psychologii wyróżnia się pięć etapów żałoby.
Faza szoku i zaprzeczenia. W tym momencie umysł nie dopuszcza jeszcze do siebie informacji o stracie. Pojawia się niedowierzanie, a rzeczywistość wydaje się nierealna, niczym zły sen. Ten stan trwa zazwyczaj od kilku godzin do kilku dni i w przypadku śmierci bliskiej osoby często kończy się po pogrzebie.
Faza dezorganizacji i chaosu. To czas, w którym dociera do nas prawda o tym, co się stało oraz związane z tym konsekwencje. To wtedy mogą pojawić się silne emocje – lęk, poczucie pustki, smutek – a także reakcje fizyczne, takie jak brak apetytu czy problemy ze snem.
Faza buntu i gniewu. Żałoba często wiąże się z poczuciem niesprawiedliwości. Złość może być skierowana na siebie, na zmarłą osobę lub na świat. W tym okresie pojawiają się pytania: „Dlaczego to mnie spotkało?”. Widok szczęśliwych ludzi może potęgować cierpienie i złość.
Faza smutku i rezygnacji. To najdłuższy etap, w którym mogą dominować melancholia i przygnębienie. Osoba w żałobie może wycofywać się z życia towarzyskiego i czuć brak sensu w codziennych sprawach.
Faza akceptacji. W końcu przychodzi moment pogodzenia się z nową rzeczywistością. Życie powoli wraca do równowagi, a strata zostaje oswojona.
Warto pamiętać, że każdy przeżywa żałobę na swój sposób i nie ma jednej „słusznej” drogi. Znalezienie szczęścia na nowo nie oznacza zapomnienia o osobie, która odeszła. Czasem strata, choć bolesna, może stać się impulsem do wewnętrznej przemiany.
Na podstawie wieloletnich, osobistych badań i poszukiwań oraz zagłębiania się w takie tematy jak dusze, reinkarnacja i wszystko co się z tym wiąże, doszłam do pewnych wniosków, które wymieniam poniżej. Być może lista ta okaże się dla Ciebie pomocna w tym szczególnym czasie.
Na pewno spotkasz się jeszcze z tą osobą.
Jeśli tego chcesz – ta osoba Cię słyszy, widzi i jest przy Tobie (nawet jeśli Ty tego nie widzisz i nie czujesz).
Śmierć nigdy nie jest przypadkowa. Każdy z nas żyje DOKŁADNIE tyle, ile miał żyć – co do sekundy (mimo, że z ziemskiego punktu widzenia może wyglądać to inaczej).
Ciało umiera – dusza nie.
Nie ma piekła, ani nieba. Jest raczej coś w rodzaju szkoły.
Dusze po śmierci ciała fizycznego zwykle są bardzo szczęśliwe (nie cierpią).
Zdarza się, że dusza ukochanego zwierzaka (np. psa) przychodzi do Ciebie w ciele innego zwierzaka (np. innego psa / kota) – i rozpoznasz to po zachowaniu, formie zabawy i reakcji.
Jeśli potrzebujesz pogłębić wiedzę w tym zakresie poprzez literaturę i opisane tam historie / badania to jak zawsze bardzo polecam książę „Wędrówka Dusz” Michaela Newtona oraz wszystkie tomy „Rozmowy z Bogiem” N. D. Walscha.
Mój tata zmarł, gdy miałam 13 lat.
Kiedy byłam małą dziewczynką i zadawałam mnóstwo pytań typu – „Dlaczego to?”, „A dlaczego tamto?” – na każde pytanie zawsze udzielał pełnej odpowiedzi, często robiąc z tego wykład.
Czytał mi książki, a ja lubiłam tylko dwie: „RONJA CÓRKA ZBÓJNIKA” i „BRACIA LWIE SERCE” Astrid Lindgren. Więc czytał mi w kółko tylko te dwie. Pewnie po 10 razy każdą. A jednak nigdy nie dał po sobie poznać znudzenia; zwykle modulował jeszcze specjalnie głos, aby opowieść była jeszcze ciekawsza!
Tak go zapamiętałam.
W 2019 roku miałam okazję po wielu latach nie widzenia się, odwiedzić ciocię, która mieszkała w Szwecji (siostrę taty). Dowiedziałam się wtedy bardzo dużo o nim – poznałam niektóre historie od nowa, teraz z perspektywy osoby już dorosłej.
Wróciłam do domu i pamiętam, że miałam wiele myśli i emocji związanych z tą wycieczką. Wieczorem włączyłam jakiś film na Netflixie. Gdzieś w połowie zatrzymałam go i wybuchnęłam płaczem.
Nagle uwolniły się nagromadzone we mnie pokłady emocji i ogromna potrzeba porozmawiania z tatą (na temat wszystkiego, o czym powiedziała mi ciocia). Więc zaczęłam mówić do niego na głos, tak jakby był w tym pokoju ze mną. Zakończyłam tę „rozmowę” zalana łzami, mówiąc na głos: „Tatusiu, bardzo Cię kocham.”
Otarłam łzy i nacisnęłam PLAY na pilocie.
I w tym momencie główny bohater filmu powiedział: „JA TEŻ CIEBIE KOCHAM CÓRECZKO.”
Jak już wspomniałam – nie mam odwagi powiedzieć Ci, że wszystko będzie dobrze, ale chcę byś wiedział(a), że ja w to głęboko wierzę – za Ciebie.