Bez kategorii

MAGIA MIŁOSNA – JAK JEST NAPRAWDĘ?

 

Jedno jest w życiu szczęście – kochać i być kochanym.
George Sand

Cztery dni temu obchodziliśmy święto miłości, czyli Walentynki.
Niby dzień jak co dzień;

– Co robisz 14 lutego?
– ? Idę do pracy? Bo to czwartek?

😉

… a jednak dla wielu miał szczególne znaczenie.
Moja znajoma prowadzi kawiarnię i powiedziała mi, że tego dnia mieli potrójny utarg!
Ludzie kupowali torty w kształcie serca, ciasteczka z serduszkami, kawę o smaku miłości (?).
Podejrzewam, że maksymalnie wzrosła też sprzedaż pluszowych misiów, kwiatów i czekoladek.
Niby zwykły czwartek, a jednak zakochane pary były tego dnia jeszcze bardziej zakochane.
Z kolei depresja nieszczęśliwych z miłości pogłębiła się.
Oprócz przychodów w kwiaciarniach i kawiarniach, wzrosła także liczba myśli samobójczych przypadających na kilometr kwadratowy, oraz myśli ogólnie negatywnych („Nikt mnie nie kocha! Dlaczego???”).

Reasumując – emocje były skrajne, ale równie silne.
Święto miłości. Święty Walenty, patron ludzi umysłowo chorych. Naprawdę nim był! 🙂
Co by się zgadzało, bo nie wiem czy wiecie, ale Światowa Organizacja Zdrowia uznała ZAKOCHANIE za stan tymczasowego zaburzenia psychicznego. 🙂
O co chodzi z tą miłością?

 

Nie oszukujmy się, MIŁOŚĆ JEST WAŻNA.
Nawet w ujęciu rozwoju duchowego, miłość jest na pierwszym miejscu – jest najwyższą możliwą energią.
To za jej przyczyną można dosłownie poruszyć energią (cząsteczkami) i zmienić rzeczywistość. Wcale mnie zatem nie dziwi, że w obliczu tak wielkiej siły, człowiek potrafi:
– dokonać niemożliwego (zakochani często „przenoszą góry”!)
– rozkwitnąć, niczym najpiękniejszy kwiat
– pisać wiersze, piosenki, a nawet książki natchnione miłością
– zabić (np. z powodu zazdrości)
– popełnić samobójstwo
– umrzeć z tęsknoty (starsi ludzie, którzy przeżyli ze sobą po 60-70 lat, gdy jedno umiera, bardzo często drugie odchodzi zaraz po nim)

Każdy z nas był kiedyś zakochany. Niektórzy może są nawet w tej chwili.
Znacie ten cudowny stan uniesienia, kiedy świat wydaje się piękniejszy, problemy mniejsze, możliwości większe, a my – jacyś tacy bardziej wspaniali jesteśmy. 🙂
Kocham cię za to jaki jesteś i za to, jaka ja jestem przy tobie.” – bo oto nagle jesteśmy inni. Lepsi.
Zakochanie faktycznie można uznać za stan tymczasowego zaburzenia psychicznego, ponieważ nie mamy wtedy do końca trzeźwego spojrzenia.
Patrzymy przez różowe okulary i jesteśmy hiper-szczęśliwi! To trochę tak, jakby przez cały czas być pod wpływem przyjemnie działających narkotyków.
Świat nie boli tak bardzo, jak na trzeźwo.
Dzieje się tak, ponieważ działa na nas chemia moi drodzy, chemia miłości.

Wiem, że to będzie mało romantyczne ujęcie sprawy, ale warto wiedzieć, co odpowiada za taki stan.

Zakochanego po uszy rozpiera szczęście, chce mu się żyć – tańczyć, śpiewać, krzyczeć z radości! Taki stan euforii zawdzięczasz fenyloetyloaminie (w skrócie PEA).
[…] Kolejny hormon odgrywający ważną rolę w budzącej się miłości to noradrenalina. Działa podobnie jak adrenalina i jak ona jest swoistym środkiem dopingującym.
Wywołuje euforię i niezwykły przypływ energii. Sprawia, że chodzisz jak na lekkim rauszu.
[…] Po 1,5–4 latach substancje narkotyczne przestają działać. Oznacza to koniec namiętności, koniec szaleństwa i koniec wielkiej miłości. Ci, którzy się od niej uzależnili, szukają nowego obiektu uczuć – dlatego właśnie po 2–3 latach wiele par się rozpada.

 

(Aby się nie rozpadały, trzeba regularnie pracować nad związkiem i nad sobą, oraz zdawać sobie sprawę z tego, co jest napisane powyżej – „zakochanie” jest tylko pewnym etapem, który kiedyś się skończy. Dalej zaczyna się miłość – taka zwyczajna, codzienna, mniej filmowa…)

Tak czy inaczej, tak się przedstawia miłość z punktu widzenia biologicznego.
Zatem kiedy wiemy już, jak MIŁOŚĆ (zakochanie) działa na nasz mózg, jak wielkich albo tragicznych czynów jesteśmy w stanie dokonać z jej powodu, nie powinno nikogo dziwić, że istnieją ludzie zdolni do wszystkiego, byle tylko doznać tego niezwykłego uczucia.
Przychodzą im wtedy do głowy najróżniejsze pomysły, do których należą:
– czary
– rytuały
– zaklęcia
– eliksiry miłosne

Jak widzę jakieś „wróżki” / „trenerów duchowych” (!!!) / szamanki i inne tego typu zjawiska, które w swojej „ofercie” mają coś w rodzaju
RYTUAŁ MIŁOSNY
ZAKLĘCIE, PO KTÓRYM ON CIĘ POKOCHA!
MAGIA MIŁOSNA – NIGDY NIE SPOJRZY NA INNĄ
to mnie po prostu – jak to się mówi – krew zalewa.

Ludzie.
Jaką wy sobie krzywdę robicie czymś takim, to nie macie nawet pojęcia.
To, że przeciętny Kowalski nie rozumie co robi, jest dla mnie jeszcze do przyjęcia.
Ania zakochała się w Tomku (który jej nie kocha) i tak bardzo cierpi z tego powodu, że ma do wyboru dwie opcje – albo samobójstwo, albo „eliksir miłości”.
W związku z tym Anię jestem w stanie zrozumieć – ona po prostu szuka ratunku dla siebie.
Mam nadzieję, że Ania przeczyta ten artykuł i bogatsza o nową wiedzę, zrezygnuje ze swoich planów.
To co mnie jednak zastanawia, to osoby, które proponują usługi tego typu.
Ciężko mi uwierzyć, żeby i one były nieświadome. Z drugiej strony – nie wiem tego, bo nie siedzę w ich głowach.

Piszę ten artykuł z myślą o wszystkich, którym kiedykolwiek przeszło przez myśl, by odprawiać rytuały miłosne i rzucać na kogoś zaklęcia.
NIGDY TEGO NIE RÓBCIE!
Od razu wyjaśnię o które „czary” chodzi.
O te, które mają sprawić, aby wasze uczucie odwzajemniła KONKRETNA osoba.
Czyli w naszym przykładzie – byłby to Tomek.

 

Jeśli ktoś chce zrobić rytuał (bo lubi zajmować się takimi rzeczami), czy wypowiedzieć jakieś „zaklęcie” przyciągające MIŁOŚĆ – to nie ma w tym nic złego.
Jestem skłonna zgodzić się z tym, że część pewnie nawet zadziała.
Najważniejsze jest jednak to, że intencją jest tutaj przyciągnięcie miłości / związku, a nie konkretnej osoby.

Bo przed czym przestrzegam?
NIE WOLNO WPŁYWAĆ NA WOLNĄ WOLĘ DRUGIEGO CZŁOWIEKA!
To nie ma najmniejszego związku z miłością, tylko jest czystym egoizmem.
Jeżeli ktoś nas nie chce, to miłością by było uszanowanie decyzji tej osoby i odejście, a nie ZMUSZANIE do tego, by z nami była.
Wystarczy sobie wyobrazić, jakbyśmy się czuli, gdyby ktoś WBREW NASZEJ WOLI rzucił na nas urok, po którym… czulibyśmy, że kochamy tego kogoś.
Coś okropnego.
Nie wolno tego robić.
Wpływanie za pomocą magii na wolną wolę drugiego człowieka (i to jest zawsze czarna magia, od której trzymajcie się z daleka) jest z energetycznego punktu widzenia czynem, za który przyjdzie zapłacić bardzo wysoką cenę. Jeśli nie w tym życiu, to w którymś następnym – potem człowiek ma w Portrecie Numerologicznym karmiczne 14 i 16.
Właśnie przez coś takiego. Potem jest wielkie zdziwienie, dlaczego moje związki to istny koszmar.

W czasach, kiedy żyły wśród nas czarownice, takie rzeczy były na porządku dziennym.
Jestem skłonna uwierzyć, że kobiety te naprawdę były w stanie przygotować mikstury, od których ktoś tracił rozum.
Może nawet robiły to w dobrej wierze! Może ludzie, którzy korzystali z tych specyfików również robili to w dobrej wierze!
Część z nich na pewno. Cześć z was (która interesuje się tym tematem) pewnie też miała dobre intencje.
Tylko, że nikt wam nigdy nie powiedział, jakie są konsekwencje takich czynów, a są one bardzo poważne.

Prawdziwa miłość nie jest egoistyczna.
Jeżeli naprawdę kochamy kogoś, kto nie kocha nas – uszanujmy jego decyzję i pozwólmy mu być szczęśliwym z tym, z kim chce.
Bo kiedy się kogoś kocha – to chce się szczęścia tej osoby.
I ktoś kto kocha prawdziwie, nigdy nie będzie myślał o rzucaniu uroków na ukochanego.

Jeśli kogoś kochasz, pozwól mu odejść. Jeśli wróci, jest twój. Jeśli nie – nigdy twój nie był.
Richard Bach


źródła: https://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/relacje/chemia-milosci-co-sie-dzieje-w-organizmie-w-czasie-zakochania-aa-nmCT-RqRv-v9nx.html