Bez kategorii

AUTO-SABOTAŻ – jak sobie poradzić?

Myślę, że będzie nietypowo.

Kiedy chcemy osiągnąć jakiś cel i robimy wiele, by tak się stało, ale jednocześnie, być może nawet nie zdając sobie z tego sprawy, robimy wszystko, aby tego celu nie osiągnąć, to jest to autosabotaż. Masz w głowie jakąś wizję, fajny pomysł na siebie i swoje życie, ale wychodzi jak zwykle, czyli nijak.
Nie przyjąłeś lepszej oferty pracy, bo uznałeś, że nie dasz rady. Schudłaś na diecie 5 kg, ale wróciłaś do starych nawyków i teraz ważysz o 7 więcej.
Kupiłeś książkę o rozwoju osobistym, albo jakiś kurs, przeczytałeś treść i nie zastosowałeś ani jednej wskazówki.
Wszyscy wiemy czym jest autosabotaż. To działanie na własną szkodę, połączone z brakiem zrozumienia takiego stanu rzeczy.

Jeżeli spojrzymy na psychologiczny aspekt tego zjawiska, to okaże się, że prawdopodobnie chodzi o syndrom DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholika), którego jednym z elementów jest właśnie autosabotaż. W takim przypadku rodzina nie radzi sobie z sytuacją, a matka (bo zazwyczaj jest to matka) wraz z dziećmi to ofiary. Takie osoby uczą się wówczas oddawać kontrolę nad swoim życiem, czynnikom zewnętrznym oraz innym ludziom. Niekiedy przez całe życie przechodzą jako ofiary, bo inaczej nie potrafią – tak się nauczyły w dzieciństwie i nigdy tego stanu rzeczy nie zmieniły. W dorosłym życiu będą sabotowały samych siebie, ponieważ sukces nie idzie w parze z byciem ofiarą – a tylko tak potrafią o sobie myśleć.Zrobiłam wszystko co mogłam i znowu się nie udało! Mam całe życie pod górkę, jestem taka biedna… Po prostu świat się na mnie uwziął – popatrzcie tylko” …
Można w takim przypadku np. sabotować swój związek. Jeżeli dana osoba nie szanuje siebie i podświadomie uważa, że nie zasługuje na miłość, to w momencie, kiedy pozna człowieka, który ją pokocha i będzie chciał jej tę miłość dać – ona (zapewne podświadomie) zrobi wszystko, aby ten związek zniszczyć lub zniechęcić do siebie tego człowieka. Tylko wówczas wszystko będzie się zgadzać – ona uważa, że nie zasługuje na miłość, więc kiedy partner w końcu ją zostawi, bo będzie miał dość, ona potwierdzi sobie to, w co wierzy – “Nie zasługuję na miłość, dlatego odszedł.”
Dysfunkcji w rodzinie, które mogą przyczyniać się do naszego aktualnego autosabotażu jest znacznie więcej, choćby i toksyczna matka, albo “niedobra” starsza siostra.

 

Innym wyjaśnieniem, takiego zachowania, będzie surowe spojrzenie na samych siebie i uznanie, że “Jestem po prostu beznadziejna i jeszcze na dodatek sabotuję własne sukcesy“…
Nie dość dobra. Znowu mi nie wyszło. To moja wina, bo gdybym skończyła szkołę, skoczyła na bungie, była ładniejsza, wyższa, niższa, bardziej zabawna, to wtedy na pewno, by się udało.

 

Popatrzmy jednak teraz na to, co nam daje zarówno pierwsze myślenie, jak i drugie.

W pierwszym przypadku zrzucamy winę na ojca, matkę, siostrę. Budujemy w sobie poczucie krzywdy. Pielęgnujemy w sobie urazy, złość, a może nawet nienawiść.
Umacniamy się w poczuciu bycia ofiarą.
Skutki bycia ofiarą mogą być katastrofalne, o czym pisałam TUTAJ.
Ponadto jak wyraźnie widać, nie ma z takiego rozumowania ani jednej dobrej rzeczy dla nas.

Drugie rozumowanie też jest niedobre, ale z dwojga złego lepsze.
Niedobre dlatego, ponieważ utwierdzanie się w przekonaniu, że jest się człowiekiem bezwartościowym i beznadziejnym raczej nie przyniesie nam niczego dobrego.
Pamiętajmy cały czas o działaniu zasady “CO W ŚRODKU, TO NA ZEWNĄTRZ” oraz Prawie Przyciągania – takimi myślami o samych sobie, możemy przyciągnąć do swojego życia tylko kolejne kłopoty. Mimo wszystko jest to odrobinę lepsze podejście od wersji pierwszej, ponieważ przyczynę sytuacji widzimy w sobie – a zatem w momencie, kiedy przebudzimy się któregoś dnia i zdecydujemy się zmienić swoje myślenie, będzie nam łatwiej przejąć odpowiedzialność za własne życie.
Tak czy inaczej, taki pogląd na sytuację również nie jest korzystny.

ZATEM, CO ROBIĆ?

Jest jeszcze jeden sposób myślenia i proponuję go, jako najwłaściwszy.
Trochę nietypowy, ale dobry. 😉

NIE TRAKTUJ AUTOSABOTAŻU, JAKO CZEGOŚ ZŁEGO.

Jak to??? Przecież to nie ma sensu.
Z pozoru mogłoby się wydawać, że faktycznie nie ma. 😉


Jeżeli przyjmujemy reinkarnację za fakt, oraz rozumiemy po co jesteśmy na Ziemi i kim jesteśmy, to trzeba jednocześnie przyjąć dwie rzeczy:

– nasza matka, ojciec, siostra, brat (mówiąc prościej: cała rodzina) nie pojawiła się w naszym życiu przypadkowo. Sami ich wybraliśmy!
Jeżeli zatem “z ich powodu” jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, to znaczy dokładnie tyle, że tacy właśnie mieliśmy być.
Patrząc na to w ten sposób, obwinianie członków rodziny, przestaje mieć jakikolwiek sens.

Tym samym uwalniamy się od pierwszej opcji, która była negatywna w skutkach (pozycja ofiary, nienawiść, bierność).

– jeżeli wiemy, że przychodząc na Ziemię, mamy do przepracowania konkretne lekcje, czy też mówiąc łagodniej – doświadczenia, to po prostu przejdźmy je.
Wszystko w naszym życiu ma sens i jest ważne; nawet jeśli tego nie dostrzegamy, to tak jest. I każdy jest idealny, taki jaki jest – tego z pewnością nie dostrzegamy, ale to prawda.
Gdyby celem wszystkich ludzi na Ziemi było osiąganie sukcesu za sukcesem, to czyż nie tak właśnie wyglądałby ten świat?
To nie ta planeta. Tutaj się DOŚWIADCZA, a przede wszystkim doświadcza się siebie samego. Poznaje siebie. Odkrywa siebie. I o to tutaj chodzi.

Kiedy masz cel, ale ciągle Ci nie wychodzi, to jest to wspaniały moment, aby przystanąć i zapytać siebie samego: hej, o co ci chodzi?
“Co osiągam, dzięki temu, że nic nie osiągam?” (Ha! To pytanie naprawdę ma sens!)
Np. Inni mi współczują i martwią się o mnie, dzięki czemu czuję się wtedy kochana. Itp.

 

AUTOSABOTAŻ pojawia się wtedy, kiedy nie rozmawiamy ze sobą.

Kiedy nie pojawiły się odpowiednie pytania w odpowiednim momencie.
Kiedy między tobą, a tobą nie ma dialogu.
A jak nie ma dialogu, to czasami robisz coś, bo wydaje ci się, że chcesz to robić, albo uważasz, że powinieneś to robić – i wtedy właśnie nie wychodzi. Bo gdybyś ze sobą porozmawiał, to może by się okazało, że wcale nie chcesz zakładać firmy, że robisz to, by komuś coś udowodnić.
Może gdybyś ze sobą porozmawiał i zapytał siebie, dlaczego ciągle odkładasz coś na później, może okazałoby się, że panicznie boisz się porażki. Dlaczego?
Bo nie wierzysz w siebie. Dlaczego? Bo tata ci powiedział, że do niczego się nie nadajesz, a ty mu uwierzyłeś.
I gdybyś porozmawiał ze sobą, to dziś wiedziałbyś, jakie masz błędne przekonania, które trzeba jak najszybciej zmienić.
Albo co ciekawe – nie boisz się porażki, tylko boisz się sukcesu! Tak też może być. Możesz nie czuć się gotowym na daną sytuacje / sukces, z tym, że odpowiedź na pytanie “Dlaczego nie jestem gotowy?” także znasz tylko ty sam. 

Zatem kiedy pojawia się AUTOSABOTAŻ, kiedy zauważamy takie zjawisko, należy przede wszystkim zatrzymać się i zacząć obserwować siebie.
Odbyć ze sobą rozmowę.
POSŁUCHAĆ odpowiedzi.
I poznać siebie.
Bo o to chodzi i po to tu jesteśmy – by to wszystko przeżyć, doświadczyć i pokochać takim, jakie jest.
Zaakceptować takim, jakie jest. Zaakceptować siebie takiego, jakim się jest. A taka akceptacja to bezwarunkowa miłość do siebie.

Bezwarunkowa miłość i Akceptacja (która jest pochodną najwyższej energii – czyli Miłości) mają MOC SPRAWCZĄ, o czym pisałam TUTAJ.
I kiedy pojawi się w waszych sercach ta miłość i akceptacja do siebie i do sytuacji – to jest najszybszy i najskuteczniejszy sposób na to, by tę sytuację zmienić!
I nagle autosabotaż znika, a pojawia się sukces.

Nic nie da obwinianie innych albo siebie.
Natomiast zaakceptowanie tego co jest, plus szczery dialog ze sobą – przyniesie najlepsze efekty!

Wszystkiego dobrego!
🙂 🙂 🙂