Bez kategorii

HO’OPONOPONO – czy to na pewno działa?

Jeżeli znasz metodę uzdrawiania, jaką jest Ho’oponopono i jednocześnie myślisz, że ona nie działa, to znaczy, że coś robisz źle, a nie że technika jest zła.
Wszelkie wątpliwości wyjaśnię w tym artykule.
Zacznijmy jednak od początku.

Co kryje się pod tajemniczą nazwą Ho’oponopono?

Dokładną historię doktora Hew Lena opisałam między innymi w swojej książce – teraz jedynie przytoczę ją w skrócie.
Hawaje, zakład dla psychicznie chorych i niebezpiecznych przestępców. Do pracy przyjmuję się dr Hew Len, który proponuje zupełnie nietypową metodę leczenia swoich pacjentów, która zakładała brak jakichkolwiek kontaktów z nimi. Do tej pory oddział wyglądał przerażająco – pacjenci byli agresywni, nie reagowali na żadne metody leczenia i nie chcieli współpracować z lekarzami, ani personelem.
Była ogromna rotacja pracowników, ponieważ nikt długo nie wytrzymywał w tym miejscu; odnotowywano częste zwolnienia i urlopy zdrowotne. Personel poruszał się plecami do ścian, z uwagi na własne bezpieczeństwo, pomimo, że więźniowie – pacjenci, mieli założone na nogach kajdany.
Dr Hew Len każdego dnia przychodził do szpitala, jednak nie spotykał się z pacjentami.
Zamykał się na kilka godzin w swoim gabinecie i przez ten czas – przeglądając zdjęcia przestępców – powtarzał cztery „magiczne” słowa. I to wszystko.

Robił tak przez dwa lata.


Stopniowo pacjenci zaczynali zmieniać swoje zachowanie – stali się mniej agresywni i można było im zdjąć kajdany z nóg, wkrótce dostali pozwolenie na spacery po terenie ośrodka, co wcześniej było zabronione, a personel szpitala przestał tak często brać zwolnienia.
Po dwóch latach, kiedy dr Hew Len zakończył swoją praktykę, oddział dla psychicznie chorych przestępców musiał zostać zamknięty, ponieważ nie było już kogo leczyć.
Większość pacjentów była zdrowa, i zostali przeniesieni do placówek o mniej zaostrzonym rygorze, a niektórzy wyszli na wolność.

Dziś coraz więcej osób słyszy o niezwykłej metodzie Ho’oponopono, która wywodzi się z Hawajskiej tradycji i polega na duchowym oczyszczaniu negatywnych sytuacji, wprowadzając w nie ład i porządek.

Większość z was zapewne wie, jakie cztery „magiczne” słowa wypowiadał doktor Hew Len i w jaki sposób wyleczył cały oddział psychicznie chorych pacjentów.

PRZEPRASZAM, PROSZĘ WYBACZ MI, DZIĘKUJĘ, KOCHAM CIĘ

Kiedy dr Hew Len, zamykał się w swoim gabinecie, używał jedynie zdjęć swoich pacjentów – i biorąc na siebie odpowiedzialność za ich chorobę, uzdrawiał ich poprzez kierowanie w ich stronę tych czterech wysokowibracyjnych zwrotów.

Technika ta potrafi zdziałać cuda.
Jest mi już ciężko wyliczyć, w czym i ile razy pomogło mi stosowanie Ho’oponopono i w jakich przypadkach działa, dlatego mówiąc w skrócie: działa zawsze i na wszystko.
Poprawa relacji z partnerem i otoczeniem, poprawa sytuacji materialnej, depresje, brak pomysłu na rozwiązanie problemu, choroby etc.

 

Zdobywając informacje na temat omawianej metody, często słyszy się o tym, by wziąć na siebie odpowiedzialność za daną sytuację – przyjąć zasadę, że jeżeli coś widzimy, to znaczy, że w jakimś sensie nas to dotyczy i jesteśmy za to odpowiedzialni.
Czyli – nie oceniamy i nie przerzucamy winy na kogoś innego, tylko bierzemy odpowiedzialność na siebie – tym samym, przejmujemy kontrolę nad sytuacją.
Wtedy zaczynamy powtarzać „Przepraszam, Proszę wybacz mi, Dziękuję, Kocham Cię” – tak długo, aż sytuacja ulegnie poprawie.

Dzień? Tydzień? Trzy miesiące? Wszystko zależy od tego, jak poważny jest problem i jakie ma on powiązania energetyczne z innymi sferami naszego życia. Nie widzimy gołym okiem, co jest aktualnie czyszczone, a może zdarzyć się tak, że zanim dotrzemy do tego, o co nam akurat chodziło – po drodze musi zostać najpierw naprawione coś zupełnie innego. 

 

W praktykowaniu Ho’oponopono przyda się zatem cierpliwość i zaufanie. 


Kilkakrotnie dostałam wiadomości typu „Stosuję Ho’oponopono już tydzień i nadal mam raka”…
Albo kiedy dopytuję o częstotliwość, okazuje się, że ktoś powtarza wspomniane cztery zwroty przez 15 minut rano, potem zapomina, potem znowu mu się przypomni…
Nie oczekujcie wtedy spektakularnych efektów, jeśli w ogóle jakichkolwiek.
„Nie mogę cały czas tego powtarzać w myślach, bo przecież muszę rozmawiać z ludźmi, pracować” – w porządku, ale nie oczekuj wtedy, że wyleczysz raka w tydzień…
Z takim podejściem nie wyleczysz go wcale.

Z mojego doświadczenia wynika, że najlepiej doprowadzić do sytuacji, kiedy stosując Ho’oponopono zaczyna boleć głowa. Jest to objaw fizyczny, pokazujący, że właśnie coś zostaje „czyszczone”; jest to całkowicie naturalne. A żeby bolała głowa – trzeba się przyłożyć do zadania, nie szukać wymówek, tylko powtarzać bez przerwy PRZEPRASZAM, PROSZĘ WYBACZ MI, DZIĘKUJĘ, KOCHAM CIĘ, aż słowa te staną się automatyczne i będą w naszej głowie powtarzać się samoistnie, niczym zdarta płyta.

 

Na koniec, chcę wyjaśnić dlaczego Ho’oponopono działa.
Przeczytałam kilka książek na ten temat i nigdzie (poza swoją książką 😉 ) nie znalazałam takiego wyjaśnienia. Wibracje. Energia.
Wszystko jest energią – wiemy o tym – słowa mają określoną wibrację. Może być ona niska lub wysoka, ewentualnie neutralna.
Zwróćcie uwagę na to, że wszystkie cztery zwroty zawierają w sobie miłość. Kiedy przepraszamy, dziękujemy, mówimy, że kochamy – odczuwamy miłość.
A czym jest miłość?
Najwyższą możliwą wibracją.
O czym pisał między innymi Einstain, a co wyjaśniłam w książce? 
TYLKO MIŁOŚĆ PRZEKSZTAŁCA I DOKONUJE TRANSFORMACJI.

Jeżeli ktoś po brzegi wypełni się energią miłości – nic dziwnego, że dokonuje tym samym transformacji i energia się zmienia – problem zostaje rozwiązany, choroba znika, związek się poprawia.
Tylko, żeby po brzegi wypełnić się miłością, potrzeba więcej niż 5 minut dziennie – pamiętajcie o tym, zanim przyjdzie Wam do głowy pomysł, że Ho’oponopono nie działa…

Działa. Na 100%.